Hygge powinieneś czuć!

Hygge to jedno z najpiękniejszych duńskich słów, dla wielu zapewne brzmi obco, ale w ogromnym skrócie określa odczuwanie szczęścia, ciepła, bezpieczeństwa, komfortu i tego przyjemnego stanu, gdy robimy coś co wprawia nas w dobry nastrój.

Duńczycy są najszczęśliwszym narodem na świecie, a wszystko dlatego, że cieszą się z drobnych rzeczy, żyją zdecydowanie wolniej oraz spędzają dużo czasu z rodziną, a tym samym budują więzi. Radość z małych rzeczy jest u nich dopracowana do perfekcji. Jednak niezbędnym jest, by zdać sobie sprawę, że hygge to nie rzeczy, a to czego się doświadcza, to odpowiedni nastrój, to poczucie błogości. To ciepła herbata w zimowy wieczór, dobra książka, cisza, spędzanie czasu w znajomym i lubianym gronie, delektowanie się kawą o poranku, to po prostu swoboda, pozbycie się maski i pełen relaks.

Pod natychmiastowe uczucie hygge kwalifikuje się palenie świec, na szeroko pojęte połączenie hygge i właśnie światła wskazuje aż 85% Duńczyków, dla których światło świec to radość i przyjemność, stan emocjonalny nieporównywalny z niczym innym. Świece palą się wszędzie, w domach, szkołach, urzędach, są nieodłącznym elementem duńskiej kultury.

Hygge to coś, co w naszej kulturze jest często niezauważalne, bo skupiamy się na zobowiązaniach, presji, tym co wypada, nie zwracając zupełni uwagi na to, że małe rzeczy dopinają całość. Hygge to luz i swoboda, to bliskość natury i spokój, to chwile dla siebie i czucie się dobrze we własnym ciele. Co zrobić, by dom był bardziej hygge? Na przykład wygospodarować mały kącik, w którym dobrze będzie się nam spędzać czas, w którym poczytamy ciekawą książkę, nota bene jest to fundament tej „filozofii”, w którym uspokoimy myśli, zapalimy świece, w którym znajdą się elementy natury, bo drewno to kolejny obowiązkowy element słowa na „h”. W jesienno-zimowe wieczory nieodzownym w byciu hygge są koce i poduszki, owinięcie się ciepłym, miękkim kocem jest bardzo hyggelig i niekoniecznie należy się nim okrywać tylko wtedy, gdy odczuwamy zimno, warto otulić się nim tylko dlatego, że jest to miłe. Nic tak nie relaksuje jak przytulenie twarzy do ulubionej poduszki szczególnie, gdy „ubrana” jest w bliską naszemu sercu poszewkę. Małe rzeczy, a cieszą.

Idealnym wieczornym zestawem ratunkowym w wersji hygge są świece, czekolada, ulubiona herbata i książka, ulubiony film lub serial, słodki dżem, ciepłe wełniane skarpety i sweter, miły koc, notes, gdybyśmy chcieli zapisać coś dla nas ważnego, muzyka w tle czy też album z fotografiami, które przywołają wspomnienia. To wszystko jest hygge w domu, a poza domem to doborowe towarzystwo, bliskość natury, swoboda zachowania i chwile tu i teraz, bez planowania, z oddychaniem pełną piersią i niczym niezmąconymi myślami.

Niektóre społeczeństwa są szczęśliwsze od innych, ma na to wpływ ekonomia, a raczej jej brak. Otóż produkt krajowy brutto w niektórych krajach przestał być głównym wyznacznikiem i miarą rozwoju. Ponad czterdzieści lat temu Robert Kennedy wypowiedział takie oto słowa: Produkt narodowy brutto nie odzwierciedla stanu zdrowia naszych dzieci, jakości ich wykształcenia i radości, jaką daje im zabawa. Nie opisuje piękna naszej poezji, trwałości naszych małżeństw, poziomu intelektualnego debaty publicznej czy poczucia integralności naszych urzędników państwowych… Krótko mówiąc, mierzy wszystko z wyjątkiem tego, co decyduje o tym, że warto żyć.

A warto żyć dla bliskich, pasji, drobnych przyjemności i radości z chwili. Kto jest hygge? My zaczynamy się tego uczyć i wdrażać w życie.